czwartek, 28 maja 2015

Życie studenta zaocznego podczas sesji

Bez dłuższego wstępu, przechodzę do tematu. W życiu każdego studenta przychodzi taki czas... czas refleksji, przemyśleń, zaglądania do lodówki, maniakalnego sprzątania i patrzenia w sufit. Tak, czas nauki do zbliżającej się sesji. 
Jestem reprezentantem typu studenta zaocznego, i z tego powodu bardzo często lubię narzekać, bo nie chce mi się uczyć i pracować - najchętniej leżałabym, pachniała i jadła, ale niestety, prawdopodobieństwo, że zostanę jedną z żon z Hollywood albo jedną z WAGs jest bardzo małe, piszę więc ten post głównie dla siebie, w ramach podniesienia swojej samooceny, oraz w celu docenienia czasu, kiedy... mam więcej czasu.
Jak więc wygląda mój przeciętny dzień?
Przeważnie staram się go zacząć o 4:50. Gdy wstaje o 6:30 brakuje mi w ciągu dnia tak ok. 2 godzin, wstaję więc wcześniej, wsiadam na rower, i zaczynam dzień od treningu na siłowni. Jakie są tego plusy? Mam czas na naukę po pracy, poza tym lubię jechać przez puste miasto, które nie jest jeszcze zawalone Niemcami i autami. No i przeważnie mam siłownię (prawie) tylko dla siebie.
No i takie widoczki.



Co dalej? Koło 6:30 wracam do domu, jem śniadanie, ogarniam się i jadę do pracy. Tam przez 8 albo 10, jak w przypadku ostatnich 2 tyg kłócę się wiecznie przez telefon albo e-mail. I jem. Biorę do pracy moją szmacianą "Torbę na żarcie" (to jej oficjalna nazwa), jedzenie robię przeważnie dzień wcześniej w domu, więc zawsze mam przy sobie owoce, wafle, pudełka z obiadem/obiadem nr 2.


Wracam z pracy, a na mojej komodzie patrzą się na mnie książki, i słyszę , jak wołają : Nie ucz się, poczytaj coś, no weź chociaż jeden rozdział... Niestety, jestem twarda, i nie daję się skusić. Chociaż przy okazji ostatniego 2-dniowego wyjazdu służbowego, przeczytałam 3/4 "Gry o Tron" stojąc w korku gdzieś między Berlinem a Bielefeldem.
W każdym razie, wracam z pracy, i wygląda to już tylko tak:


Czasem zmieniam tylko miejsce stacjonowania na kuchnie. Na stole mogę obłożyć się większą stertą papierów i notatek. W międzyczasie robię obiady na następny dzień. I nie jestem wtedy sama.


Potem kładę się spać, i następnego dnia wszystko wygląda dokładnie tak samo. Na ratunek przychodzi weekend (no, co drugi, bo przeważnie 2, czasem 3 weekendy w miesiącu jestem w szkole). Wtedy staram robić się wszystko, na co w tygodniu nie mam czasu. Od sprzątania w domu, po trening na dworze.


wtorek, 28 kwietnia 2015

#Pantenechallenge

Ciężko mi w to uwierzyć, ale spędziłam ostatnie dwa dni w Warszawie. Fart? Czy po prostu włosy?







It's La Mania, baby <3




wtorek, 30 grudnia 2014

2015, please be good

Co roku w okolicach Sylwestra robię tutaj małe podsumowanie mijającego roku.
Co mogę powiedzieć o roku 2014.. Facebook pokazuje mi same pozytywne momenty, i byłoby świetnie, gdyby ten rok składał się tylko z tych momentów. Mijający rok..pełen był porażek. Ale nie chciałabym tutaj wylewać swoich żali, tylko w przyszłym roku postaram się wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Człowiek uczy się na błędach, przede wszystkim na swoich. Ja postaram się jak najwięcej z nich wyeliminować i pozbyć się wszelkich negatywnych myśli. Dla tak upartej osoby jak ja jest to naprawdę trudne.
Za całe dobro, które mnie spotkało, jestem wdzięczna jakiejś wyższej sile, bo czasami miałam naprawdę szczęście. Może to karma, może to po prostu fart, a może nie ma na to żadnego wytłumaczenia i na wszystko zapracowałam sama.
Czego pragnę w 2015 roku? Aby osoby, które są przy mnie (dosłownie i metaforycznie) zostały przy mnie. Chcę spokoju, nie chcę kłótni, chcę dalszego progresu w każdej sferze mojego życia, nie chcę stać w miejscu. Proszę też o cierpliwość, ale jej muszę się właściwie sama uczyć.
Niektórzy uważają, że postanowienia noworoczne spisywanie na kartkach to chwilowa zajawka, mnie one utrzymują cały rok w działaniu. I mimo, że nie udało mi się spełnić wszystkich w tym roku, jestem zadowolona z wyniku roku 2014. Cele na 2015 nie są jeszcze sprecyzowane, ale pracuję nad tym i myślę, że do 1 stycznia będę już wiedziała w którym kierunku dążyć.
Tymczasem wszystkim, którym to czytają, życzę udanego skoku w 2015 rok, poczucia spełnienia, dużo miłości i dużo pieniążków, bo pieniążków nigdy za dużo.







wtorek, 23 grudnia 2014

Merry Christmas

Klasyczne "Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!" życzę wszystkim zawsze. Pierwsza część tego krótkiego zdania jest dość banalna, bo według mnie święta same w sobie są wesołe i przyjemne, poza tym, trwają na dobrą sprawę tylko 3 dni, wolałabym więc skupić się na drugiej części.
Grudzień jest miesiącem podsumowań mijającego roku, i początkiem większości planów na rok następny. Dla mnie osobiście Rok 2014 był średnio udany, więc cieszę się, że to już koniec, a ja mogę powiedzmy zacząć kolejny rok z czystym kontem. Osobiste wywody i podsumowania zostawiam dla siebie, i właściwie nie chciałabym wszystkiego wylewać w internet, bo nie ma to większego sensu.
Wszystkim tym, którzy to czytają, chciałabym jednak życzyć jak najbardziej owocnego roku 2015. Mam nadzieję, że Wasze plany spełnią się w 100%, i osiągniecie wszystkie cele, które sobie obierzecie, bo chyba najważniejsze w życiu jest czegoś chcieć i do tego dążyć, prawda? W każdym razie jest tak dla mnie, swoje życie staram się podporządkować pewnym celom, żeby jasno wiedzieć, w która stronę zmierzać. Życzę Wam jasnego i poukładanego roku 2015. I tego również życzę sobie.

A Świąt Wesołych też życzę, tak na wszelki wypadek, gdyby komuś atmosfera świąt w tym roku nie wypaliła. Cieszcie się dobrym jedzeniem i wolnym czasem, pijcie wódkę z rodziną, i czytajcie książki.


z moim małym szczęściem

poniedziałek, 17 listopada 2014

November

Kręconowłose marzą o prostych. Prostowłose o kręconych. Ja niestety (bądź stety?) należę do tej drugiej grupy. Ale czasami lubię loczki jak u typowej pindy z przedmieścia.